wtorek, 18 listopada 2014

Aishiteru cz.1

Rozdział 1
"Nie umieraj, wytrzymaj jeszcze chwilę . To już ostatni raz, następnym razem to wygramy.  Następnym razem to zakończymy.  Tylko proszę. , żyj! " 
skoro pamiętam te słowa, to chyba znaczy że żyję.  Ale kto to mówił?  Co się stało? Gdzie ja jestem? Dlaczego czuję taką silną pustkę?  Kim ja w ogóle jestem? 
Powoli otworzyłam oczy. Byłam sama w jakimś pokoju.  Wyglądał jak sala szpitalna.  Powoli chciałam podnieść głowę ale wszystko mnie bolało.  Usłyszałam jakieś kroki. Szybko zamknęłam oczy. Do pokoju wszedł chłopak ze znajomą twarzą.  Jednak silne próby przypomnienia sobie kim on jest tylko mnie zmęczyły. Za nim weszła kobieta, znacznie starsza od niego. Sądząc po kartach trzymanych w ręku i skupionym wyrazie twarzy analizowała jakieś informacje.  Prawdopodobnie była lekarzem, a karty trzymane w rękach to moje wyniki badań. Ją też skądś znam. Wszystko mnie boli. 
-Wkrótce powinna się obudzić.  Rany jakich doznała mogą wpłynąć na jej kondycję po przebudzeniu.  Jednak na razie trzeba być dobrej myśli.- zaczęła kobieta.
-Mówiła to pani tydzień temu. Ona śpi już od 2 tygodni, a jej rany się nie goją. Ona zapewne bardzo cierpi w trakcie tego snu. Doznała wiele cierpienia. A osoba której udała najbardziej zdradziła ją i teraz ona jest w tym stanie.
Czyli jestem taka bo ktoś mnie zdradził? Ten chłopak musi być dla mnie bliską osobą. Przynajmniej wie więcej niż ja wiem teraz o sobie. Myślę, mogę mu ufać. Jeszcze przez chwilę rozmawiał z panią doktor a potem wyszli. Starałam się nie zasnąć do wieczora. Z mojego pokoju słyszałam wielu przechodzących ludzi. To musiał być szpital.  Jednak z czasem kroki i odgłosy stawały się cichsze, aż w końcu całkowicie ucichły. W moim oknie widziałam już od długiego czasu ciemne niebo. To musiała być zima.  W pokoju co jakiś czas odczuwałam wzrosty i spadki temperatur. Moje ciało musiało być na prawdę wyczulone na wszelkie czynniki zewnętrzne. Postanowiłam zbadać teren.  Położyłam kołdrę którą byłam okryta z boku łóżka i podjęłam próbę poruszania nogami. Udało się . Od razu chciałam wstać, ale wtedy poczułam jak silny ból przeszywa mój brzuch i prawe ramię. Lewą ręką delikatnie Podniosłam koszulę, którą miałam na sobie. Zobaczyłam dwa sporej wielkości plastry. Trzeci był na prawym ramieniu.  Więc to miał na myśli ten chłopak mówiąc "o moim stanie" . Rozejrzałam się po sali. Za stolikiem przy łóżku stał stojak na którym wiesza się kroplówki.  Dopiero teraz zorientowałam się że leżę na zwykłym, a nie szpitalnym łóżku. Było ono niższe więc powinnam sobe poradzić. Podjęłam drugą próbę powstania.  Moim celem było chwycenie stojaka i bezszelestne przemieszczenie się po budynku.  Następnie powrót do pokoju i obmyślenie dalszego planu. Dość wygórowane ambicje jak na pierwszy spacer od kilku tygodni no i jeszcze z ranami. Ciekawe czy w wcześniejszym życiu też tak dokładnie wszystko ustalam przed wykonaniem następnego kroku. Obróciłam się na brzuch i zsunęłam z łóżka na zgiętych nogach.  Starałam się jak najmniej używać mięśni brzucha i prawej ręki.  Lewą ręką chwyciłam stolika i powoli zaczęłam prostować nogi. Nie było tak źle jak myślałam.  Szybko stanęłam o własnych siłach.  Jednak brzuch nie dawał chwili spokoju. Szybko chwyciłam się stojaka i ruszyłam w stronę drzwi.  W miarę jak zbliżałam się w ich stronę czułam coraz większy lęk.  Jakby mój wewnętrzny duch mnie przed czymś ostrzegał.  Zignorował to jednak i uchyliłam lekko drzwi. Zobaczyłam coś dziwnego.  Nie byłam w szpitalu ale w jakimś wielkim domu. Umeblowany był z przepychem.  Wszędzie było sporo obrazów, głównie przedstawiały ludzi grających w różne gry, ale były też takie które przedstawiały anioły.  Te były wspaniałe. Wyszłam cichutko z pokoju. Znowu pojawiło się wiele pytań.  Dlaczego jestem w domu zapewne bogatych ludzi? Kim jest chłopak który był w pokoju?  Brak pamięci jest straszny.  Nagle stałam się... sama nie wiem kim.  Dlaczego nic nie pamiętam. Czuję niemoc przez którą można oszaleć.  Korytarz był bardzo długi.  Powoli przesuwałam się na przód.

Nagle zrobiło się jakoś dziwnie, coś czaiło się za mną.  Nie miałam odwagi spojrzeć za siebie.  Na karku poczułam oddech potencjalnego przestępcy.  Skamieniałam.  Ktoś chwycił mnie od tyłu.  Czy to już mój prawdziwy koniec?  Dlaczego się tak boję? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz