wtorek, 5 maja 2015

Historia butów Jack’a Mroza
Był to najzimniejszy  dzień zimy. Jack zabrał swoją młodszą siostrę na zamarznięte jezioro. Jego stopy okalałam ja i prawy but, mój brat. Nie pochodził z zamożnej rodziny, w związku z czym nie było jego rodziców na nowe obuwie na. W średniowieczu, bowiem wówczas żył ten chłopiec niższe warstwy społeczne nie zwracały uwagi na to, czy strój jest przeznaczony dla użytku kobiet czy mężczyzn.  Ogół wyglądał tak samo: szaro, smutnie i ponuro. Tak więc, kiedy pewnego dnia Jack idąc na ryby zauważył mnie bardzo się ucieszył. Akurat jego lewy but cały się rozpadł, a ja idealnie nadawałam się, aby go zastąpić.
Młodsza siostra Jack’a uwielbiała ślizgać się po jeziorze. Niestety, mimo, że było tak zimno, iż przymarzałam do podłoża, usłyszałam cichutki dźwięk pękania lodu. Po chwili stawał się coraz głośniejszy, aż pod stopami malutkiej Elizy zaczęła się tworzyć pajęczyna utworzona z wielu pęknięć pokrywy jeziora. Buciki dziewczynki zaczęły płakać , nie chcąc szybkiej swej śmierci. Jack nie ruszał się z miejsca . Bardzo bałam się bezmyślnego ruchu, roztargnionego zazwyczaj chłopca. Ten jednak zachował zimną krew. Powoli sięgnął długiego kija i podał wystraszonej dziewczynce. Ta chwyciła go delikatnie i ślizgając się mikrokrokami dotarła do brzegu. Jack miał uczynić to samo kiedy tafla lodu zarwała się tuż pod nami i wpadliśmy do wody, zlodowaciałej wody. Pierwszy raz w naszym życiu poczuliśmy coś takiego. To nie było nawet poparzenie materiału, z którego nas wykonano od wody zimniejszej niż powietrze w Himalajach na szczycie. To była nicość. Nie czuliśmy nic. Nawet gorące zazwyczaj stopy pełnego energii chłopca stały się nieruchome, białe i zimne, niczym serce Królowej Śniegu. Umarł. Nie można mu było pomóc już w żaden sposób i wyciągnąć z tej otchłani.
Opadliśmy na dno i w grobowej ciszy nadeszła noc. Jack był dobrym chłopcem. Posiadał dar dawania drugiemu szczęścia, dlatego nie powinien odejść, a już na pewno nie w ten sposób. Księżyc zaświecił nad nami…. I stało się coś niesamowitego. W naszym wnętrzu zaczęło przebijać delikatne ciepło, z początku ledwo wyczuwalne, ale z czasem coraz mocniejsze. Po chwili poczęliśmy unosić się w górę, aż wypłynęliśmy na powierzchnię. I wtedy po raz pierwszy poczuliśmy podmuch wiatru na podeszwach. Wiatr owinął ciało chłopca i przeniósł na brzeg.
Księżyc zszedł niżej i począł swój nakaz:
-Choć nie jesteście butami z jednej pary, doskonale chroniliście tego niezwykłego chłopca przed zranieniami. Proszę was, byście czynili to dalej, gdyż to dziecko będzie w podróży do różnych miejsc, aby nieść radość dzieciom na całym świecie. W zamian wzmocnię was mocą radości i ciepła płynącego z serca tego chłopca.
Po chwili Jack wstał, ukłonił się przed księżycem i wyruszył w swą podróż z misją uszczęśliwiania dzieci. Kiedy udawał się w okolicę równika, stawaliśmy się niezastąpionymi w deszczowe dni kaloszami. W czasie górskich wędrówek chroniliśmy go wężami i kontuzjami. Na pustyni dawaliśmy dostęp do powietrza, jednocześnie chroniąc stopy przed gorącym piaskiem. Kiedy udawał się w bagniste tereny na Florydzie rozszerzaliśmy podeszwy chroniąc przed ugrzęźnięciem. Będąc nad oceanem stawaliśmy się jego płetwami do nurkowania. I tak jeszcze wiele, wiele razy staraliśmy się jak mogliśmy aby udogodnić wędrówkę Jack’a, który od czasu ocalenia z zamarzniętego jeziora nazywany był Jack’iem  Mrozem. Nie raz cierpieliśmy znosząc ból ran, poparzenia, czy też odmrożenia. W końcu buty też czują. Jednak dla księżyca, pana tego niezwykłego, bajkowego świata można zrobić wiele. W końcu to on ma władzę na wyobraźnią, a ona jest każdemu niezbędna do normalnego życia. Bo nawet gdy dookoła nas jest strasznie szpetnie, możemy puścić wodze fantazji. W wyobraźni zawsze może być pięknie.

Po wielu latach służenia na nogach Jack’a Mroza Księżyc przybył do nas z nagrodą. Otrzymaliśmy od niego… skrzydła. Miały one dać nam wytchnienie po wieloletniej służbie. Powiedział również, że reprezentujemy żywot człowieka. Każda z trudności, jaką spotkaliśmy jest symbolem trudności jakie człowiek spotyka na swojej życiowej drodze. Skrzydła są dla nas „niebem” jakie człowiek otrzymuje po śmierci. My jednak nie umarliśmy, ale dalej będziemy prowadzić naszego dzielnego chłopca przez wędrówkę z misją niesienia radości.