Historia butów Jack’a
Mroza
Był to najzimniejszy dzień zimy. Jack zabrał swoją młodszą siostrę
na zamarznięte jezioro. Jego stopy okalałam ja i prawy but, mój brat. Nie
pochodził z zamożnej rodziny, w związku z czym nie było jego rodziców na nowe
obuwie na. W średniowieczu, bowiem wówczas żył ten chłopiec niższe warstwy
społeczne nie zwracały uwagi na to, czy strój jest przeznaczony dla użytku
kobiet czy mężczyzn. Ogół wyglądał tak
samo: szaro, smutnie i ponuro. Tak więc, kiedy pewnego dnia Jack idąc na ryby
zauważył mnie bardzo się ucieszył. Akurat jego lewy but cały się rozpadł, a ja
idealnie nadawałam się, aby go zastąpić.
Młodsza siostra Jack’a uwielbiała ślizgać się
po jeziorze. Niestety, mimo, że było tak zimno, iż przymarzałam do podłoża,
usłyszałam cichutki dźwięk pękania lodu. Po chwili stawał się coraz
głośniejszy, aż pod stopami malutkiej Elizy zaczęła się tworzyć pajęczyna
utworzona z wielu pęknięć pokrywy jeziora. Buciki dziewczynki zaczęły płakać ,
nie chcąc szybkiej swej śmierci. Jack nie ruszał się z miejsca . Bardzo bałam
się bezmyślnego ruchu, roztargnionego zazwyczaj chłopca. Ten jednak zachował
zimną krew. Powoli sięgnął długiego kija i podał wystraszonej dziewczynce. Ta
chwyciła go delikatnie i ślizgając się mikrokrokami dotarła do brzegu. Jack
miał uczynić to samo kiedy tafla lodu zarwała się tuż pod nami i wpadliśmy do
wody, zlodowaciałej wody. Pierwszy raz w naszym życiu poczuliśmy coś takiego.
To nie było nawet poparzenie materiału, z którego nas wykonano od wody
zimniejszej niż powietrze w Himalajach na szczycie. To była nicość. Nie
czuliśmy nic. Nawet gorące zazwyczaj stopy pełnego energii chłopca stały się
nieruchome, białe i zimne, niczym serce Królowej Śniegu. Umarł. Nie można mu
było pomóc już w żaden sposób i wyciągnąć z tej otchłani.
Opadliśmy na dno i w grobowej ciszy nadeszła
noc. Jack był dobrym chłopcem. Posiadał dar dawania drugiemu szczęścia, dlatego
nie powinien odejść, a już na pewno nie w ten sposób. Księżyc zaświecił nad
nami…. I stało się coś niesamowitego. W naszym wnętrzu zaczęło przebijać
delikatne ciepło, z początku ledwo wyczuwalne, ale z czasem coraz mocniejsze.
Po chwili poczęliśmy unosić się w górę, aż wypłynęliśmy na powierzchnię. I
wtedy po raz pierwszy poczuliśmy podmuch wiatru na podeszwach. Wiatr owinął
ciało chłopca i przeniósł na brzeg.
Księżyc zszedł niżej i począł swój nakaz:
-Choć
nie jesteście butami z jednej pary, doskonale chroniliście tego niezwykłego
chłopca przed zranieniami. Proszę was, byście czynili to dalej, gdyż to dziecko
będzie w podróży do różnych miejsc, aby nieść radość dzieciom na całym świecie.
W zamian wzmocnię was mocą radości i ciepła płynącego z serca tego chłopca.
Po chwili Jack wstał, ukłonił się przed
księżycem i wyruszył w swą podróż z misją uszczęśliwiania dzieci. Kiedy udawał
się w okolicę równika, stawaliśmy się niezastąpionymi w deszczowe dni
kaloszami. W czasie górskich wędrówek chroniliśmy go wężami i kontuzjami. Na
pustyni dawaliśmy dostęp do powietrza, jednocześnie chroniąc stopy przed
gorącym piaskiem. Kiedy udawał się w bagniste tereny na Florydzie
rozszerzaliśmy podeszwy chroniąc przed ugrzęźnięciem. Będąc nad oceanem
stawaliśmy się jego płetwami do nurkowania. I tak jeszcze wiele, wiele razy
staraliśmy się jak mogliśmy aby udogodnić wędrówkę Jack’a, który od czasu
ocalenia z zamarzniętego jeziora nazywany był Jack’iem Mrozem. Nie raz cierpieliśmy znosząc ból ran,
poparzenia, czy też odmrożenia. W końcu buty też czują. Jednak dla księżyca,
pana tego niezwykłego, bajkowego świata można zrobić wiele. W końcu to on ma
władzę na wyobraźnią, a ona jest każdemu niezbędna do normalnego życia. Bo
nawet gdy dookoła nas jest strasznie szpetnie, możemy puścić wodze fantazji. W
wyobraźni zawsze może być pięknie.
Po wielu latach służenia na nogach Jack’a Mroza
Księżyc przybył do nas z nagrodą. Otrzymaliśmy od niego… skrzydła. Miały one
dać nam wytchnienie po wieloletniej służbie. Powiedział również, że
reprezentujemy żywot człowieka. Każda z trudności, jaką spotkaliśmy jest
symbolem trudności jakie człowiek spotyka na swojej życiowej drodze. Skrzydła
są dla nas „niebem” jakie człowiek otrzymuje po śmierci. My jednak nie
umarliśmy, ale dalej będziemy prowadzić naszego dzielnego chłopca przez
wędrówkę z misją niesienia radości.