wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział 1 cz. 2

Mój strach nie malał. W chwili kiedy poczułam ten obcy dotyk niezwłocznie zareagowałam. To był mój wewnętrzny instynkt.  Czyniąc to nawet nie byłam świadoma że to robię.  Odwróciłam się i podcięłam przeciwnikowi nogi. Ból moich ran był nie do zniesienia, ale to był jedyny sposób na ratunek. Ratunek.... ale przed czym?  Co sprawiało że mimowolnie reagowałam?
Wysiłek przy takim osłabieniu zdominował moje ciało, upadłam. Na nic zdała się moja obrona skoro i tak upadłam.  Jednak zamiast otrzymać cios ostateczny, poczułam ciepło. To było bardzo miłe ciepło. Następnych chwil już nie pamiętam .
Obudziło mnie poranne słońce. Teraz czułam się jakoś inaczej. Nie byłam już taka przestraszona. Co wywołało taką zmianę? Było mi tak przyjemnie. Nie chciałam jeszcze wstawać. Mój ruch był jeszcze ograniczony, więc odwróciłam głowę na drugi bok…. I wtedy to zobaczyłam. A może raczej nie „to”, ale „go”. Spał  najlepsze tuż obok mnie. Takie zaskoczenie z samego rana. A zapowiadał się taki piękny dzień. Miałam nadzieję, że dowiem się czegoś ale teraz to najpierw muszę wyjaśnić to zajście. Dotknęłam palcem jego czoła. Jakby ktoś patrzył z boku zapewne bardzo by się śmiał. Ale mi nie było do śmiechu. Jego skóra była idealnie gładka. Teraz gdy na niego spojrzałam zobaczyłam jak jest piękny. Miał taki spokojny i miły wyraz twarzy. Jego włosy dotykały mojego czoła i byłyy takie miękkie. Zaraz, zaraz, on śpi obok mnie. To niedopuszczalne. Nawet nie wiem kim jest.
- Hej, ty!- zaczęłam. Nareszcie się odezwałam. Mój wewnętrzny głos był miły, ale ten, który słyszeli inny… podobał mi się. Co się ze mną dzieje. Rozmyślam nad barwa mojego głosu. – Hej, wstawaj!
Otwarł powoli oczy. Miały niesamowity kolor. Był to odcień pomiędzy szarością a błękitem. Spojrzał na mnie nimi. Uśmiechnął się. Tak, jego uśmiech też był zniewalający. Jakoś złość na niego mi przeszła, ale dla zasady i tak zarządam wyjaśnień. Nie wiem jeszcze kim jest. Dopiero po dłuższej chwili odezwał się:
-Witaj Nae Il. Jak spałaś? Dlaczego zakradasz się w domu? A ten atak na mnie? Co ty sobie myślałaś?- Patrzyłam i patrzyłam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Odwzajemniłam tylko uśmiech. Ale milczałam Moje oczy stawały się coraz większe i większe, jak talarki. Nie słysząc mojej odpowiedzi jego uśmiech powoli zaczął znikać z twarzy.
-Kim jesteś? – zapytałam – Gdzie ja jestem? Co się stało? – z każdą przerwą przed kolejnym pytaniem jego mina stawała się coraz bardziej zaskoczona, a jego twarz nabierała białego koloru.
- To jakiś żart prawda? Przestań Nae Il nie żartuj sobie ze mnie. Kim jestem? Odpowiedz! Milczałam. Natychmiast wstał na równe nogi i patrzył na mnie z przerażeniem. Nie z takim zwykłym przerażeniem, jak strach przed wydaniem się kłamstwa, ale z przerażeniem, które mogło za chwilę odebrać mu życie. – Ty nie możesz zapomnieć, ty musisz pamiętać, obiecałaś mi.
Usiadł na łóżku i zaczął myśleć.
- Już wiem. Skup się i myśl nad tym co mówię.- pokiwałam głową, wciąż leżąc- Jesteś Nae Il, masz 21 lat. Rozumiesz? Teraz ja pomyśl jak mam na imię.
- Skąd mam to wiedzieć? Jedyne co wiem to to, że widziałam cię już kiedyś
-Tak! Bardzo dobrze, widziałaś, gdzie? Kiedy?
Pokiwałam przecząco. Nie podołałam jego nadziejom.
-Więc kim jesteś?
Opuścił głowę ukazując bezsilność.
- Nie spodziewałem się, że kiedyś do tego dojdzie. Musimy spotkać się z nooną ( w Koreańskim znaczy „starsza siostra”).
- Ta starszą kobietą, z która byłeś wczoraj w pokoju, w którym leżałam?
-Obudziłaś się już wczoraj tak wcześnie? Dlaczego się nie odezwałaś? Nie pokazałaś oznak życia?- całe to rozproszenie, zdawało się, że zaczął je opanowywać.
Spojrzał na mnie z troskliwą miną. Uśmiechnął się ze smutkiem w oczach i podał mi rękę. Chwyciłam ją, a on pomógł mi wstać. Jakoś teraz czułam się znacznie lepiej. Ból nie był już taki nieznośny. Niesamowite, że przez jedną noc tak bardzo polepszyło mi się. Siedząc , nie czułam bólu. Spojrzałam na niego bezradnym wzrokiem, a on przytulił mnie, ściskał bardzo mocno. Czułam dokładnie to samo ciepło co wczorajszej nocy. Mój strach zaczął znikać. Poczułam ulgę. I znowu zrobiłam coś mimowolnie, odwzajemniłam jego uścisk. Kim on jest?
-Nie martw się Nae Il, pomogę ci jak będę umiał.
-To zacznij od powiedzenia mi kim jesteś.- odparłam już zniecierpliwiona unikaniem odpowiedzi na to pytanie.
-Och, wybacz. Jestem Joo Jin. Kimś kto zawsze wyciąga cię z kłopotów.
-Przepraszam.
-Za co?
-Za sprawianie problemów. Jesteś moim przyjacielem? Pewnie często robię nieodpowiedzialne rzeczy.
-Nie przejmuj się, ty również nie raz mi pomogłaś.
-Co to za miejsce?
- „Ukryte serce”
-Co?
- Tak go nazwałaś, kiedy zakończyliśmy jego budowę. To dlatego, że żaden z twoich przeciwników nie namierzył jego lokalizacji.
-Słucham? Mam 21 lat i ten ogromny dom?
-To nie jest twój jedyny dom.
-Co? Muszę to przemyśleć, to jest niemożliwe. Skąd miałabym mieć pieniądze na to wszystko? A tak właściwie, dlaczego jestem w tym stanie?
Spojrzał na mnie jakbym powiedziała coś nieodpowiedniego. Chyba mam prawo wiedzieć dlaczego taka jestem. Dlaczego on nic nie mówi? Czy zrobiłam coś złego? Po dłuższym zastanowieniu spojrzał mi w oczy i powiedział:
-Nie możesz się tego dowiedzieć, chyba, że sama sobie przypomnisz.

To nie była już uśmiechnięta osoba sprzed pięciu minut. W jego oczach widziałam całkowite zdecydowanie. Dlaczego to wszystko jest takie dziwne? Dlaczego mam wrażenie, że mnie kłamie i ukrywa coś przede mną? Znowu ogarnia mnie niemoc. Muszę jak najszybciej rozwiązać tę zagadkę, choć czuję, że nie będzie łatwo. Muszę znaleźć osobę o której Joo Jin mówił wczoraj w tym pokoju. Ta historia może być bardziej skomplikowana niż mi się wydaje, ale dam radę, nie poddam się. Następne zadanie :Znaleźć rzekomego zdrajcę.

Aishiteru cz.1

Rozdział 1
"Nie umieraj, wytrzymaj jeszcze chwilę . To już ostatni raz, następnym razem to wygramy.  Następnym razem to zakończymy.  Tylko proszę. , żyj! " 
skoro pamiętam te słowa, to chyba znaczy że żyję.  Ale kto to mówił?  Co się stało? Gdzie ja jestem? Dlaczego czuję taką silną pustkę?  Kim ja w ogóle jestem? 
Powoli otworzyłam oczy. Byłam sama w jakimś pokoju.  Wyglądał jak sala szpitalna.  Powoli chciałam podnieść głowę ale wszystko mnie bolało.  Usłyszałam jakieś kroki. Szybko zamknęłam oczy. Do pokoju wszedł chłopak ze znajomą twarzą.  Jednak silne próby przypomnienia sobie kim on jest tylko mnie zmęczyły. Za nim weszła kobieta, znacznie starsza od niego. Sądząc po kartach trzymanych w ręku i skupionym wyrazie twarzy analizowała jakieś informacje.  Prawdopodobnie była lekarzem, a karty trzymane w rękach to moje wyniki badań. Ją też skądś znam. Wszystko mnie boli. 
-Wkrótce powinna się obudzić.  Rany jakich doznała mogą wpłynąć na jej kondycję po przebudzeniu.  Jednak na razie trzeba być dobrej myśli.- zaczęła kobieta.
-Mówiła to pani tydzień temu. Ona śpi już od 2 tygodni, a jej rany się nie goją. Ona zapewne bardzo cierpi w trakcie tego snu. Doznała wiele cierpienia. A osoba której udała najbardziej zdradziła ją i teraz ona jest w tym stanie.
Czyli jestem taka bo ktoś mnie zdradził? Ten chłopak musi być dla mnie bliską osobą. Przynajmniej wie więcej niż ja wiem teraz o sobie. Myślę, mogę mu ufać. Jeszcze przez chwilę rozmawiał z panią doktor a potem wyszli. Starałam się nie zasnąć do wieczora. Z mojego pokoju słyszałam wielu przechodzących ludzi. To musiał być szpital.  Jednak z czasem kroki i odgłosy stawały się cichsze, aż w końcu całkowicie ucichły. W moim oknie widziałam już od długiego czasu ciemne niebo. To musiała być zima.  W pokoju co jakiś czas odczuwałam wzrosty i spadki temperatur. Moje ciało musiało być na prawdę wyczulone na wszelkie czynniki zewnętrzne. Postanowiłam zbadać teren.  Położyłam kołdrę którą byłam okryta z boku łóżka i podjęłam próbę poruszania nogami. Udało się . Od razu chciałam wstać, ale wtedy poczułam jak silny ból przeszywa mój brzuch i prawe ramię. Lewą ręką delikatnie Podniosłam koszulę, którą miałam na sobie. Zobaczyłam dwa sporej wielkości plastry. Trzeci był na prawym ramieniu.  Więc to miał na myśli ten chłopak mówiąc "o moim stanie" . Rozejrzałam się po sali. Za stolikiem przy łóżku stał stojak na którym wiesza się kroplówki.  Dopiero teraz zorientowałam się że leżę na zwykłym, a nie szpitalnym łóżku. Było ono niższe więc powinnam sobe poradzić. Podjęłam drugą próbę powstania.  Moim celem było chwycenie stojaka i bezszelestne przemieszczenie się po budynku.  Następnie powrót do pokoju i obmyślenie dalszego planu. Dość wygórowane ambicje jak na pierwszy spacer od kilku tygodni no i jeszcze z ranami. Ciekawe czy w wcześniejszym życiu też tak dokładnie wszystko ustalam przed wykonaniem następnego kroku. Obróciłam się na brzuch i zsunęłam z łóżka na zgiętych nogach.  Starałam się jak najmniej używać mięśni brzucha i prawej ręki.  Lewą ręką chwyciłam stolika i powoli zaczęłam prostować nogi. Nie było tak źle jak myślałam.  Szybko stanęłam o własnych siłach.  Jednak brzuch nie dawał chwili spokoju. Szybko chwyciłam się stojaka i ruszyłam w stronę drzwi.  W miarę jak zbliżałam się w ich stronę czułam coraz większy lęk.  Jakby mój wewnętrzny duch mnie przed czymś ostrzegał.  Zignorował to jednak i uchyliłam lekko drzwi. Zobaczyłam coś dziwnego.  Nie byłam w szpitalu ale w jakimś wielkim domu. Umeblowany był z przepychem.  Wszędzie było sporo obrazów, głównie przedstawiały ludzi grających w różne gry, ale były też takie które przedstawiały anioły.  Te były wspaniałe. Wyszłam cichutko z pokoju. Znowu pojawiło się wiele pytań.  Dlaczego jestem w domu zapewne bogatych ludzi? Kim jest chłopak który był w pokoju?  Brak pamięci jest straszny.  Nagle stałam się... sama nie wiem kim.  Dlaczego nic nie pamiętam. Czuję niemoc przez którą można oszaleć.  Korytarz był bardzo długi.  Powoli przesuwałam się na przód.

Nagle zrobiło się jakoś dziwnie, coś czaiło się za mną.  Nie miałam odwagi spojrzeć za siebie.  Na karku poczułam oddech potencjalnego przestępcy.  Skamieniałam.  Ktoś chwycił mnie od tyłu.  Czy to już mój prawdziwy koniec?  Dlaczego się tak boję? 

piątek, 7 listopada 2014

Kamienie na szaniec- recenzja

W ostatnim czasie miałam okazję przeczytać książkę Aleksandra Kamińskiego "Kamienie na szaniec". Po jej zakończeniu czułam się mile zaskoczona. Wydawać by się mogło, że książka historyczna nie jest książką ciekawą. Nic bardziej mylnego! Książki o treści historycznej jakie do tej pory przeczytałam skupiały się na suchych faktach i działaniach bohaterów. W opowieści o przeżyciach Alka, Zośki i Rudego znajdujemy coś zupełnie innego. Odnajdujemy prawdziwe uczucia, emocje, braterską przyjaźń. Przekonujemy się, że ci "Wielcy" w czasie wojny to byli zwykli ludzie, tacy jak my. Mieli swoje problemy, rozmyślali o życiu.
Rozpoczynając książkę Kamiński pisze piękne słowa:
 "Posłuchajcie opowiadania o Alku, Rudym, Zośce
 i kilku innych cudownych ludziach.
o niezapomnianych czasach 1939-1943 roku,
 o czasach bohaterstwa i grozy.
Posłuchajcie opowiadania o ludziach,
 którzy w tych niesamowitych latach potrafili żyć pełnią życia,
 których czyny i rozmach wycisnęły piętno na stolicy oraz rozeszły się echem po kraju,
 którzy w życie wcielić potrafili dwa wspaniałe ideały: BRATERSTWO i SŁUŻBĘ."
Te słowa w cudowny sposób opisuję młodzież tamtych czasów.
Sam Kamiński opisuje przygody na podstawie pamiętnika Zośki w sposób bardzo ciekawy. Jego język jest barwny, a czytając jesteśmy ciekawi każdego następnego słowa które nastąpi.
Autor przedstawia każdą postać oddzielnie, przedstawia jego własną historię. Trzech chłopców, którzy nie zawsze byli przyjaciółmi łączy się dokonując niezwykłych czynów w ówczesnej Polsce podziemnej. Czytając słowa Aleksandra Kamińskiego mamy wrażenie jakbyśmy z tymi postaciami przebywali, czujemy ich strach radość, smutek. Bo o to właśnie chodzi w dobrej książce, aby czuć emocje bohaterów, a nie tylko o nich czytać. W tym kryterium Kamiński spisał się pierwszorzędnie.
Jeśli miałabym polecić książkę historyczną to wybrałabym właśnie kamienie na szaniec. Niech każdy z nas chociaż przez chwilę zobaczy i poczuje czasy okupacji w Polsce. Zapewniam , że skłoni was to do wielu refleksji.

Służąca-przewodnicząca ; opowiadanie

„Służąca przewodnicząca”
Liang Liang była najlepszą uczennicą w szkole oraz jej przewodniczącą. Miejsce do którego uczęszczała aby się uczyć jeszcze do niedawna było szkołą do której uczęszczali tylko chłopcy przez co nie cieszyło się zbyt dobrą opinią. Ale od pewnego czasu, mimo, że na razie było bardzo mało dziewcząt była to szkoła koedukacyjna. Liang Liang dawała z siebie wszystko, aby stworzyć przytulne miejsce gdzie można było się uczyć, a na korytarzu szkolnym zobaczyć przyjacielskie stosunki chłopcu i dziewcząt w podobnych ilościach. Pogoń za osiągnięciem tego celu sprawiła że stała się „pogromczynią szkolnego korytarza”. Co róż wprowadzała nowe zasady, ganiła chłopców za nieschludność, odrzucała pomysły i doprowadziła do tego, że gdziekolwiek się nie pojawiła męska część grona do którego się zbliżała starała oddalić się w trybie natychmiastowym. Przewodnicząca nie zwracała jednak na to uwagi. Robiła wszystko, aby dziewczęta czuły się jak najlepiej.
Po szkole zmieniała się w zupełnie inną osobę. Miała sekret, którego nie powiedziała nawet najlepszym przyjaciółkom. Kiedy jej ojciec odszedł zostawił po sobie wiele długów, których jej mamie mimo ciężkiej pracy nie udawało się spłacić. Tak więc Liang Liang i jej młodsza siostra Le Si chciały pomóc swojej rodzicielce jak tylko mogły. Młodsza z sióstr zaczęła brać udział w wielu konkursach w których wygrywała chociażby przedmioty codziennego pożytku. Liang Liang postanowiła pomóc finansowo. Codziennie po szkole pracowała w kawiarence jako kelnerka na pół etatu. Gdy została przewodniczącą nie powiedziała o tym nikomu, gdyż bała się, że straci zaufanie ze strony nauczycieli a rówieśnicy zaczną ją znieważać.
Podczas jednej ze szkolnych przerw po raz kolejny zobaczyła, jak kolejna dziewczyna wyznaje uczucia najpopularniejszemu chłopakowi w szkole:
- Usui, lubię cię. – rzekła nieśmiałym i wystraszonym głosem
- Cóż, zrobić, ja ciebie nie.- odpowiedział z niewzruszonym wyrazem twarzy- Dziewczyny mnie denerwują.
Smutna dziewczyna z płaczę pobiegła do stojącej w krzakach przyjaciółki, która po cichu ją dopingowała.
- Usui, ile razy mam ci jeszcze powtarzać, abyś ostrożniej dobierał słowa? – wybuchła ze złością, po czym pobiegła w stronę bijących się chłopaków z klubu koszykowego.
- Hmm… Ciekawe ile razy ja to jeszcze usłyszę… - powiedział po cichu i poszedł w stronę swojej klasy.
Zajęcia się skończyły. Liang Liang jak zwykle udała się do kawiarenki. Było to miejsce o bardzo miłym klimacie, którego brakowało innym kafeteriom. Przebrała się w strój służącej. Wyglądała w nim słodko. Niestety właśnie ten strój był jednym z powodów dla którego nie chciała nikomu powiedzieć o swojej pracy na pół etatu. Inni ludzie mogli by skrytykować siedemnastoletnią dziewczynę pracującą jako służąca. Menadżerka poprosiła ją aby poszła do kosza wurzucić śmieci. I wtedy to się stało. Coś co nigdy nie powinno mieć miejsca:
- No proszę… Cóż za niespodzianka. – rzekł ze złowrogim uśmiechem Usui.
- Ale… jak… ty… Skąd? – osłupiała, ale zaraz wróciła do swojego normalnego stanu. –Powinieneś się uczyć a nie włóczyć po mieście!
- Oczywiście, że powinienem.- Odpowiedział niewinnie. – Ale co z tobą? Ty nie musisz się uczyć?
Wiedziała, że nie może być nieuprzejma o to ona była w tej chwili w sytuacji zagrożenia, gdy tymczasem Usui  po prostu patrzył z uśmiechem na jej wewnętrzną walkę z samą sobą.
- Proszę, nie powiedz nikomu o mojej pracy!- po chwili ukłoniła się i wręcz wykrzyczała
- A dlaczego bym miał? Nie interesuje mnie to. – rzekł beztrosko i odszedł.
 Czuła zdziwienie, bo myślała, że po tym jak na niego nakrzyczała w szkole będzie chciał się zemścić, a on tym czasem odchodzi od nie w ogóle nie zainteresowany odkryciem którego dokonał. Czyli plotka, że nudzi go otaczający świat była prawdą.
 Po skończonej pracy poszła w zamyśleniu do domu. Nadal nie była pewna czy to nie jest jakaś gra z jego strony.
- Wróciłam! – powiedziała w progu.
- Witaj siostro, wygrałam w jednym z konkursów półroczny zapas ryżu. Według mojego notesu wynika, że w sobotę jest konkurs w którym można wygrać bon na zakupy w pobliskim supermarkecie.
- Wow! Na prawdę wiesz o wszystkich konkursach jakie się zbliżają.
- Ostatnio wygrałam roczną prenumeratę znanego magazynu o modzie, tak w ogóle mogłabyś zmienić swój styl.
- Tak, jest dobrze, dobranoc.
Następnego dnia wchodząc do kawiarni przeraziła się. Zobaczyła siedzącego przy stoliku Usui’ego. Jak zwykle od razu naskoczyła na niego pretensjonalnie:
- Co ty tu robisz?
- Jestem klientem, nie powinnaś być dla mnie milsza?
Odeszła mówiąc pod nosem słowa, które na pewno nie były zwiastunem bycia miłym.
 Na do miar wszystkiego zobaczyła to jej menadżerka, która od razu z niewinną ciekawością zaczęła dopytywać kim jest przystojniak siedzący przy stoliku. Niestety nie dowiedziała się niczego emocjonującego. Niestety pech chciał, że tego dnia cukiernik zachorował i nie miał kto przyrządzać deserów dla niecierpliwiących się już klientów. Usui usłyszał lamenty  przełożonej Liang Liang, która pomimo, że miała już trzydzieści lat zachowywała się jak słodka nastolatka.
- Ja mogę pomóc w kuchni.- powiedział niskim i trochę nieśmiałym tonem
- Co? Umiesz gotować? – od razu zareagowała bardzo zdziwiona dziewczyna
-Wiesz, umiem wiele rzeczy, przypomnij sobie kto ostatnio miał pierwsze miejsce na egzaminie. – uśmiechnął się – W sumie to i tak chciałem poszukać miejsca gdzie mógłbym dorobić.
- A umiesz gotować? Przyrządź jaką dobrą potrawę. Masz piętnaście minut. – nakazała właścicielka
Po określonym czasie wszystkie kelnerki zachwyciły się smakiem prostego omletu ryżowego. Nie był to jednak zwykły omlet. Miał on delikatny a zarazem wyrazisty smak. Usui zaczął swoją pracę od zaraz.
 Po zamknięciu kawiarni odprowadził Liang Liagn do domu. W drodze powrotnej mimo niechęci ze strony dziewczyny zaczęli ze sobą rozmawiać:
- Dlaczego pracujesz dodatkowo? – zapytał pierwszy chłopak
- Mam swoje powody. Ojciec odchodząc zostawił po sobie wiele długów, które teraz mama musi spłacić. Staram się jej pomóc.
- Musisz być dobrą córką, w końcu każdego dnia od popołudnia do saego wieczora pracujesz tutaj.
- Moja siostra też stara się pomóc. Cały czas bierze udział w konkursach, w których można wygrać nawet jedzenie, czy środki czyszczące. To tutaj jest mój dom, cześć.
-Cześć!- odparł coraz bardziej zaciekawiony dziewczyną Usui. Zobaczył, że jej dom nie jest w dobrym stanie i rzeczywiście potrzebuje pieniędzy.
Nadeszła sobota, jak zwykle w soboty odbywał się kiermasz na którym można było kupić wszystko za dużo mniejszą cenę. Idącą z wielkim plecakiem Liang Liang zobaczył zaskoczony Usui, który podziwiał ranek siedząc na ławce w parku:
-Gdzie idziesz?
- Na kiermasz , dziś mają w promocji świeże warzywa.
-To w naszym mieście jest w ogóle coś takiego?
- Gdybyś był w mojej sytuacji, to przekonałbyś się, że w Taipei można na wiele sposobów zaoszczędzić dużo pieniędzy.
- Zgaduję, że znasz je wszystkie.
- Oczywiście. Moja mama mówi, że powinnam zacząć spotykać się z przyjaciółmi, ale nie mam na to czasu.
- Pomóc ci?
- Dziękuję, sama sobie poradzę. Idź zrób coś pożytecznego zamiast mnie śledzić.

W poniedziałek w szkole Liang Liang wraz z resztą samorządu szkolnego starała się zorganizować dni otwarte. Miały one pomóc w przyciągnięciu dużej liczby dziewcząt do liceum Seika. Aby pokazać. że uczniowe szkoły są bardzo mili i przyjacielscy postanowiono, że po zwiedzeniu szkoły mogą udać się do kawiarenki, prowadzonej przez uczniów szkoły.
Nadszedł dzień „dni otwartych”. Usui z ciekawością przyglądał się jak Liang Liang ciężko pracuje. Kiedy miała przerwę podszedł do niej z mrożoną herbatą:
- Właściwie to dlaczego dzodzisz do tej szkoły? Masz bardzo dobre wyniki w nauce i szkoły w wyższym poziomem nauczania na pewno by cię przyjęły.
-To z powodu niskiego czesnego. W ten sposób bardzo dużo mogę zaoszczędzić.
-Liang Liang, jesteś niesamowita.

Stali przy szkolnym płocie, przed nimi zachodziło właśnie ostatnie jesienne słońce. Kto wie co przyniesie im jeszcze los.

Jak wam się podoba? Piszcie komentarze no i... czytajcie!

Bye Bye

środa, 5 listopada 2014

Urodzinowe zażalenie

Hej. Dzisiaj mam jeden z tych dni, na które każdy czeka z upragnieniem. , a mianowicie urodziny. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, jak bardzo nie lubię tego dnia.  Zewsząd słychać wiele fałszywych życzeń. , od osób, które na codzień nie darzą cię sympatią.  Każdy jest miły. , uprzejmy, doprowadza do granic zawstydzenia.  A przecież to całkiem zwykły dzień.  Dzień jak każdy inny.  Po co te wszystkie życzenia,  prezenty, fałszywe uśmiechy.  Wolałabym aby wszyscy zapomnieli o tym dniu, niż musieć przechodzić co roku to samo. A jakie są wasze wrażenia urodzinowe? Też nie darzycie tego dnia sympatią a może jest przeciwnie.? Kto ma urodziny 5 listopada?  Chętnie poznam taką osobę.  :)

Zapraszam do komentowania i pragnę napomnieć, że wkrótce dodam pierwszy rozdział opowiadania "Aishiteru". Zapraszam gorąco do przeczytania, gdyż możecie być mile zaskoczeni miłością która nigdy nie była platoniczna.  Nawet chłopcy mogą znaleźć coś dla siebie ze względu na brak w opowiadaniu typowo dziewczęcego romansu.

Pamiętajcie o komentowaniu :)
Bye bye! .

wtorek, 4 listopada 2014

Prolog

Każda chwila z naszego życia jest zapisana w wielkiej księdze zwanej przeznaczeniem, lecz co się stanie jeśli dwoje ludzi zmieni swoje przeznaczenie? Gdy nagle staną przed sobą a ich cały świat zmieni się o 180 stopni? To musi być fascynujące. Być ponad swoim przeznaczeniem. W życiu codziennym okazuje się to jednak trudne i sprawia wiele bólu. Po kilku przyjemnych chwilach nastą pi odkrycie prawdy. Znajomość najbardziej wstydliwych tajemnic wcale nie pomoże, a nawet urudni rozwiązanie zagadki. W grę w końcu wchodzi nawet ich życie. Nie pomoże nawet władza w wielkim świecie biznesu, prania brudnych pieniędzy, gdzie za odpowiednią sumę można zdobyć każdą informację.

Czy bohaterom uda się przetrwać w wielkim, skomplikowanym świecie gdzie nawet najmniej znacząca postać ma swoją ogromną, znacząca historię?  Przekonajcie się sami.
Chcę wam przekazać tylko, że nie zamierzam pisać o nudnej platonicznej miłości, wiec nie musicie zniechęcać się od początku. Zapraszam do komentowania rozdziałów które pojawię się już niebawem i oczywiście mam nadzieję, że spodoba się wam historia głównych bohaterów Song Ha Neul i Lee Gi Tae.  Możecie w komentarzach pisać również o swoich ulubionych gatunkach i tematach opowieści. Czasem opublikuję również niezależną historię. I może to być dedykacja dla któregoś z czytelników.
Fighting! :)
Witajcie!

W moim życiu są tylko dwie rzeczy które przyspieszają bicie mojego serca. Pierwsza z nich to muzyka klasyczna, orkiestry, dźwięk fortepianu. Mogłabym godzinami słuchać tych wszystkich cudnie zgranych dźwięków.
Druga to książki. To niesamowite ile koloru potrafią wprowadzić w życie. Zafascynowałam się w nimi już w drugiej klasie podstawówki i od tego czasu sama próbowałam również tworzyć wiele własnych dzieł. Oczywiście, nie były one tak dobre jak oryginały, ale wiele ćwiczeń i czas poświęcany na to sprawił, że zakochałam się w epice. To niesamowite. Tutaj właśnie chciałabym się podzielić moją wyobraźnią, tym co siedzi w wyobraźni mojej nic nieznaczącej w tym wielkim świece osoby. Myślę, że spodoba się wam tematyka. Będę starała się regularnie dodawać rozdziały i liczę też na waszą aktywność. Trzymajcie za mnie kciuki!
See you leter :)